Kategorie
Recenzje gier

Para złodziei

Na naszym rynku pojawiło się młode wydawnictwo Moria Games, które wkroczyło na arenę planszówkową z tytułem dobrze już znanego nam autora takich gier jak Agricola, Patchwork, Reykholt czy też Kawerna Uwe Rosenberga. Ową nowością jest Robin z Locksley, dwuosobowa gra, gdzie znajdziemy spora ilość kafelków oraz klimat Robina Hooda w tle.

Robin z Locksley: Pudełko

Wcielając się dwoje sprzymierzeńców króla Artura i przeciwników trwających rządów króla będziemy starać się zdobywać jak najwięcej łupów wędrując po ciagle zmieniającej się planszy. Poruszamy się zarówno pionkami koni pośród kafelków z kosztownościami oraz naszymi minstrelami po kafelkach, na których znajdują się warunki, jakie musimy spełnić, by móc się poruszyć dalej.

Robin z Locksley: Kosztowności

Głównymi akcjami w grze będzie przede wszystkim zbieranie łupów dzięki pionkom koni. Poruszamy się nimi niczym koń w szachach, czyli po kształcie litery L. Będzie również wędrowanie minstrelami po kafelkach i spełnianie takich warunków. Będą to: posiadanie zestawów łupów, odpowiedniej liczby monet lub odpowiedniego ustawienia pionków koni wobec siebie. Ten z minstreli który po drugim okrążeniu dotrze na końcowy kafelek lub zdubluje w wyścigu pionka przeciwnika wygrywa.

Wrażenia

Potyczki dwuosobowe mogą przybrać różny charakter. Głównie sprowadzają się jednak do rywalizowania prawie o każdy aspekt w grze. W przypadku Robina z Locksley również tak jest. Przez całą rozgrywkę będziemy mogli odczuć istny wyścig zarówno o łupy, jak i szybkość spełniania warunków na zewnętrznych kafelkach.

Robin z Locksley: Minstrele

Cieszy nas to, iż cała plansza jest modularna. Dzięki temu, w każdej rozgrywce mamy inne ułożenie kafelków warunków. Możemy ją sobie również skrócić dodając tylko dwa małe kafle pomiędzy narożne. Co równie ważne po każdym zdobyciu kafelka łupu, dokładany jest nowy. Sprawia to, że sytuacja zmienia się w moment, a i nasze akcje mogą się zmienić dzięki temu.

Robin z Locksley: Rozgrywka

Ważną strategią w grze jest odpowiednie żonglowanie swoimi zasobami, po uprzednim zdobyciu ich. Z tego co my zauważyliśmy warto pokusić się zarówno o zdobywanie zestawów, jak i ich wymianę na monety. Można nimi przekupić minstrela i poruszyć się do przodu. Jednak unikajmy sytuacji, w której będziemy dysponować tylko jedną z tych opcji. Uwagę na to zwracają nam już kafelki z toru wyścigu. Oprócz posiadania konkretnych kosztowności, musimy pilnować pod tym względem swojego przeciwnika oraz dobrze lokować swojego gońca w stosunku do drugiego pionka.

Rozgrywka w Robina przebiega dosyć szybko i raczej nie będzie się nam dłużyć. Nasze rozgrywki trwały ok. 30-35 minut, a sama mechanika nie przysporzyła nam trudności.

Niestety dopatrzyliśmy się nieścisłości w tłumaczeniu, jakie zostało ukazane na kafelkach przez co możemy mieć wątpliwości co do zasad. W instrukcji natomiast opisy kafelków są prawidłowe, wiec zachęcamy do zapoznania się z nimi. Mamy nadzieję, że kafelki zostaną poprawione w kolejnym dodruku gry.

Jeśli szukacie lekkiej i dynamicznej gry dwuosobowej ze sprytną dwuwymiarową aktywnością każdego z graczy, a przy tym sporej charakteryzującej się dużą regrywalnością dzięki modularnej planszy, Robin z Locksley może się Wam spodobać.

Gryf Uczy

Planowanie

Dziękujemy wydawnictwu Moria Games za przekazanie egzemplarza gry do recenzji.