Polski Munchkin

Stwory z Obory to gra imprezowa, w której autor zarówno ilustracji, jak i mechaniki, Tomasz Bolik, zawarł parodię rodzimego bestiariusza i innych pozycji fantastycznych traktujących o zmaganiach ludzi z potworami. W tej grze nie ujrzycie wspaniałych bohaterów w lśniących zbrojach, wiedźminów, tudzież innych specjalistów zajmujących się poskramianiem bestii. Z powodu braku takowych w pobliżu, zwykli mieszkańcy biorą sprawy we własne ręce i ku własnej chwale próbują uporać się z nękającymi okolice poczwarami.

Gra oparta jest o 4 zestawów kart: postaci, Targowiska, Wioski oraz Gościńca. Na Targowisku wydamy pieniądze na oręż i eliksiry, a we Wiosce zdobędziemy karty premii i specjalne. Na Gościńcu, natomiast, czekają na nas potwory i wydarzenia.

Porządek pojedynczej tury jest taki: kupno (o ile nas stać) na Targowisku, dociągnięcie karty z Wioski i następnie dociągnięcie karty z Gościńca. Jeżeli wciąż nie czujemy się na siłach udać się naprzeciw potworom, możemy w zamian dobrać kolejną kartę Wioski.

Napotkanego potwora możemy zaatakować licząc na zwycięstwo z pomocą dodatkowych kart lub bez. Można też wystawić zlecenie na potwora i oddać pałeczkę innym graczom. Przeciwnicy mogą dorzucać karty potworowi, żeby go wzmocnić. Tak samo może uczynić zleceniodawca. Karty specjalne pozwalają wpływać na przebieg walki. Specjalnym jej przypadkiem jest karta przebrania, dzięki której, napotkany potwór okazuje się przebraną postacią gracza i to on może wtedy zdobyć profity albo odnieść rany.

Gra się kończy wraz ze zdobyciem 7 punktów sławy.

Rozgrywka odbywa się całkiem dynamicznie. Grając we czworo spędzicie nad nią około pół godziny. Jest przy niej wiele śmiechu, zwłaszcza przy pierwszych partiach, gdy karty nie są jeszcze do końca znane. Humor autora, zabawne nawiązania i przypisy na kartach nie spotkały się z obojętnością żadnego z naszych współgraczy.

Najlepiej grało nam się w 4- i 5-osobowym składzie. Mechanicznie, nie ma problemu przy mniejszej ilości graczy, jednak, jak na grę o imprezowym charakterze przystało, dużo dzieje się nad stołem, więc im więcej ludzi tym zabawniej.

Ilustracje absolutnie trafiły w mój gust. Poza tym, że wyborne karykatury i podejście z humorem do wszystkiego, kreska autora jest naprawdę świetna.

Interakcja pomiędzy graczami, o której już wspominałem, jest w dużej mierze negatywna. Można się zastanawiać, czy bardziej warto wspomóc potwora w walce z przeciwnikiem, czy jednak zachować karty na doładowanie swojej postaci w walce. Są jednak karty, które pomagają się bogacić kosztem nieszczęścia przeciwnika.

Losowością w postaci kości, którą rzucamy, żeby jej wynik dodać do naszego w walce, nie daje się zarządzić. Jedynie inwestycja w oręż i karty mogą wzmocnić na tyle, by rzut kością nie był w stanie przeszkodzić.

Przez całą rozgrywkę nie mogłem się pozbyć porównywania do Munchkina. Pewnie przez to, że jest to gra bardzo do niego podobna. 🙂 Podobnie też grało się dobrze, a niektórym z zespołu nawet lepiej.

Pokrótce, jest to imprezowa, prześmieszna, świetnie ilustrowana gra karciana, przesiąknięta negatywną interakcją, w którą najlepiej grać we 4 albo 5 osób.