Kategorie
Recenzje gier

Marabunta

Dawno nie było u nas gry od mistrza Reinera Knizii… a nie, jednak była całkiem niedawno. 😉 Trzeba przyznać, że pomimo dużego stażu, pomysły mu się nie kończą. Patrząc z kolei na inne dwuosobowe gry doktora, nie mogliśmy doczekać się, żeby zobaczyć, co przygotował tym razem. Tym bardziej że zawiera jedną z moich ulubionych mechanik I-split-you-choose. Grę Marabunta, bo o niej dzisiaj, wydał na polskim rynku Rebel.

Rozgrywka

Najpierw ustalacie, na której stronie planszy odbędzie się rozgrywka. Następnie, podłączacie swoje planszetki graczy, również tą samą stroną ku górze, do planszy głównej. Na niej, znajdziecie obszar gry, podzielony na regiony w 6 różnych kolorach, a tuż obok nich listki w odpowiadających im kolorach.

Gra polega na rozgrywaniu rund, dopóki nie zostanie spełnione kryterium końca gry. Pierwszy gracz rzuca kośćmi i dobiera kafelek. Powstałą w ten sposób pulę dzieli na dwie części wedle uznania. Jego przeciwnik wybierze, który zestaw zrealizuje i wciela akcje w życie. Pierwszy gracz będzie po nim realizował symbole z drugiej części.

Na ściankach kości znajdują się różne symbole. Może to być 0, które zawsze nie ma koloru i można je wpisać w dowolnym obszarze. Wartości 1-3 zawsze występują w jakimś kolorze, który oznacza obszar, w którym trzeba wpisać tę cyfrę. Symbol skrzynki umożliwia skreślenie takiego samego symbolu na planszetce. W przypadku sztandaru można zamalować jedno kółko na liściu w jego kolorze.

Wpisując cyfrę, zawsze musimy sąsiadować z inną cyfrą, która już została wpisana. Chyba że użyjemy (skreślimy) symbolu mrowiska, wtedy sąsiadować nie trzeba. Są dwa takie symbole do skreślenia na całą grę, z czego pierwsze jesteśmy zmuszeni wykreślić w pierwszej rundzie.

Na planszetce gracza znajdziemy dwie dodatkowe sekcje. W sekcji z paczkami, bo zakreśleniu wszystkich symboli paczki w danym obszarze, otrzymujemy bonus. Na torze babeczek natomiast, im więcej ich skreślimy, tym więcej punktów otrzymamy.

Gra kończy się, gdy wypełnimy jeden obszar lub liścia, lub gdy skończą się babeczki na planszy. Punkty zdobywacie za obszary, w których macie większą sumę cyfr. Taki obszar wart jest tyle punktów, ile kół zamalowaliście na liściu w tym kolorze oraz za symbole punktów z planszetki.

Wrażenia

Marabunta jest grą dwuosobową, za co szczególnie ją lubimy. Gry przeznaczone dla określonej liczby graczy nie mają problemu skalowania. Poza tym najczęściej mamy okazję zagrać właśnie we dwoje. 😉 Dodatkowo, zbudowana jest na jednej z moich ulubionych mechanik, czyli I-split-you-choose, gdzie jeden gracz dzieli pulę zasobów, by później wybierać jako ostatni. To zadanie jest najtrudniejszą częścią rundy. Stworzenie takich zestawów, żeby pozostali gracze albo nie dostali tego, czego potrzebują, albo przynajmniej dostali tego mniej, a do tego, żeby na koniec został zestaw który dzielącego najbardziej interesuje. Bardzo ciekawa mechanika, a do tego z życia wzięta. 🙂

Co jeszcze mi się podoba w grze Marabunta to fakt, że jest to gra z informacją doskonałą, jak i zupełną. Wszystkie informacje o stanie gry są dostępne w każdym momencie rozgrywki, więc, podobnie jak w szachach czy Jungle Boogie, gra sprowadza się do tego, kto obierze lepszą strategię. Element losowy bardzo traci na znaczeniu, przez podział na dzielącego i wybierającego, co ma jeszcze silniejszy wydźwięk, bo gra jest dwuosobowa.

Zarządzanie dominacją nad obszarami nie jest łatwe, ze względu na regułę sąsiedztwa. Gracze zaledwie dwukrotnie (wliczając postawienie pierwszej cyfry) mogą wpisać cyfrę w pole nieprzylegające do innego zajętego przez tego gracza pola. Czyli ekspansję można zacząć z dwóch miejsc. Ewentualnie, można wykorzystać bonus za skreślenie skrzynek, co da nam, w zależności od strony planszetki gracza jedną albo dwie dodatkowe okazje do wpisania cyfry w dowolne miejsce. Skrzynki jednak nie zdarzają się często i zazwyczaj trudno jest pogodzić większe gromadzenie ich z realizacją strategii dominacji nad obszarami.

Zdominowanie regionu to jednak nie wszystko, bo dominacja ta umożliwia jedynie zdobycie punktów zań. Ilość punktów natomiast dyktuje ilość zamalowanych kółek na liściu w tym samym kolorze. Nie dość więc, że próbujemy wygrać z przeciwnikiem prawo do obszaru, to jeszcze trzeba się postarać, żeby był on coś wart.

Warto zwrócić uwagę, że gra zawiera oznaczenia, które umożliwiają rozgrywkę również daltonistom. Są one przydatne również w warunkach słabego oświetlenia, bo wtedy czasami trudno jest odgadnąć kolor kości.

Podsumowanie

Podsumowując, Marabunta jest świetną, strategiczną grą przeznaczoną dla dwóch osób, która łączy mechanikę area majority z rzutami kośćmi i mechaniką I-split-you-choose. Wszystko to odbywa się w konwencji roll-and-write, dzięki czemu gra jest kompaktowa i wygodna. Dla nas, jest to kolejny świetny tytuł od dra Knizii i definitywnie pozycja godna polecenia.


Dziękujemy wydawnictwu Rebel.pl za przekazanie egzemplarza gry do recenzji.