W puszczy i w… puszczy

El Dorado jest kolejną grą Reinera Knizii, o której będziemy pisać na tym blogu. Tym razem będzie to gra, w której będziemy ścigać się z innymi graczami do tytułowego złotego miasta. Przed nami niełatwa wyprawa poprzez dżunglę, rzeki, rumowiska i wioski, a u jej kresu niezliczone bogactwa. Grę z odświeżoną szatą graficzna, wydaje w Polsce Nasza Księgarnia. Przyjrzyjmy się jej z bliska.

Co znajdziecie w pudełku?

Jak grać w El Dorado?

Przygotowanie

Przede wszystkim należy przygotować mapę po której będą podróżować pionki symbolizujące nasze drużyny konkwistadorów. Instrukcja daje 7 propozycji, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby stworzyć własną. Pomiędzy kafelkami stanowiącymi części tej mapy, należy ułożyć kafelki blokad. Za ostatnią płytką należy dodać „Bramę El Dorado”.

Jako drugi etap, trzeba stworzyć rynek. Na składanym pasku rynku umieśćcie zestawy kart oznaczone słoneczkiem. Pozostałe, posortowane, ponad tak powstałym rzędem rynku.

Gracze, natomiast, otrzymają swoje płytki, na których w skrócie napisane jest, co mogą zrobić w turze oraz wyznaczone są miejsca na talię i stos kart odrzuconych. Naturalnie, dostają również talię startową, złożoną z kart z kryształkiem w ich kolorze.

Tura gracza

Gracz, w swojej turze, zagrywa karty z ręki aby poruszyć swoją wyprawę dalej na mapie. Tutaj pojawia się pierwszy haczyk. Aby wejść na dane pole, należy użyć tylko jednej karty, której rodzaj i moc pokrywają się z tymi na tym polu. Jeżeli moc na zagranej karcie przewyższa tę na wybranym polu, gracz może przesunąć się na kolejne pole, o ile pozostała wartość jest wystarczająca.

Gdy gracz uzna, że wystarczy mu poruszania się (albo wcale nie chce się ruszać), może z użyciem pozostałych kart na ręce dokonać zakupu kolejnej karty z rzędu rynku. Ceny kart podane są na dole. Ich wartość jako waluty jest równa sumie wartości w żółtym kółku u góry karty. Jeżeli takiej dana karta nie posiada, wyceniamy ją na ½. Zakupione karty, łącznie z tymi, które zostały użyte do płacenia, kładziemy na stos kart odrzuconych.

Po zakończeniu swoich czynności, możecie zdecydować, czy chcecie zachować pozostałe na ręce karty, czy nie. W każdym przypadku, uzupełniacie rękę kartami ze stosu dobierania. Gdy ten się wyczerpie, przetasujcie stos kart odrzuconych.

Będąc w ruchu

Pomiędzy częściami mapy napotkacie na blokady. Aby przejść dalej, musicie się ich pozbyć. Robicie to w taki sam sposób, jaki poruszacie się — zagrywając karty z ręki. Blokada, po usunięciu, trafia do gracza. Jest w sumie bezwartościowa, choć rozstrzyga remis, gdy obaj gracze dotrą do celu w tej samej turze.

Niektóre karty posiadają specjalne efekty, które aktywowane są w momencie ich zagrania. Inne, choć silne, są tylko jednorazowe.

Innym elementem terenu, jaki możecie napotkać są jaskinie. Podczas przygotowywania gry, kładziemy na każdej z nich stos 4 losowych żetonów. Gdy gracz zakończy swój ruch na polu bezpośrednio przylegającym do takiej jaskini, może pobrać taki żeton. Znajdzie na nim jeden z symboli umożliwiających poruszanie się po mapie albo specjalny symbol akcji. Będzie mógł go użyć w dowolnym momencie.

Koniec gry

Gra dobiega końca z rundą, w której któryś z graczy dotrze do bram El Dorado. Jeżeli udało się to niejednemu, liczba zdobytych przeszkód rozsądzi, kto jest zwycięzcą.

Wrażenia

El Dorado jest grą, w której z użyciem kart z talii, którą przez całą grę każde z Was buduje, przebywacie swoją drużyną bezdroża Amazonii ku mieście pełnym skarbów o tej samej nazwie. W przeciwieństwie do Zaginionej Ekspedycji, o podobnej tematyce, nie ma tu wariantu kooperacyjnego, więc będzie to wyścig, a kto pierwszy dobrnie do końca wyprawy, będzie mógł cieszyć się mianem zwycięzcy.

W tej prostocie jest coś pięknego. Brak tutaj ciułania punktów i ciągłego przeliczania, za co dostaniemy ich więcej. Wszyscy gracze widzą kompletną mapę, z którą przyjdzie im się zmierzyć. Na podstawie tej wiedzy muszą zbudować taką talię, która przyniesie im zwycięstwo. Nawet jeżeli jest optymalna ścieżka przejścia przez nią (zestaw dostępnych kart jest niezmienny), to znalezienie (wymyślenie) jej w czasie rozgrywki wydaje się nierealne.

Modularna plansza, składająca się z 7 dużych i dwóch małych płytek terenu, daje dużo przestrzeni do kreatywnego tworzenia map. Płytki te są dwustronne, co zapewnia naprawdę niezłą regrywalność. Instrukcja daje przykład 6 różnych kombinacji, a kolejnych 70 można bez problemu znaleźć w internecie.

Interakcji pomiędzy graczami jak na lekarstwo. De facto, każdy pilnuje swojego planu, nieszczególnie przejmując się tym, co wyprawiają przeciwnicy. Jak to przy drafcie kart bywa, kupując karty, zmniejszamy szanse innych graczy, że je zdobędą — każdego typu jest zaledwie kilka kart, więc jest szansa, że dla kogoś zabraknie.

Rodzajów kart jest sporo, bo aż 18, z czego sześć (oznaczonych słoneczkiem) zawsze znajdzie się w rzędzie rynku jako pierwsze. O wypełnieniu wolnego miejsca decyduje kupujący. Może wybrać jeden z wolnych stosów i uzupełnić rynek. Typów kart jest 3 (dające symbole do ruchu, dające dowolny symbol do ruchu oraz funkcjonalne), choć można pokusić się o zaliczenie tych dających pieniądze do osobnej kategorii, ponieważ, poza umożliwianiem ruchu przez wioski (żółte pola), ułatwiają kupowanie kolejnych kart.

Nie ma zjawiska zapychania ręki, występującego w grach z gatunku deck buildingu (z ang. budowanie talii). Przynajmniej w sensie, że kupujemy kartę, która nie daje nic poza punktami zwycięstwa. W zależności od kształtu mapy, niektóre karty mogą jednak stać się z czasem bezużyteczne. Tańsze karty, kupowane na początku gry, mogą być za słabe i powodować, że dłużej czekamy na te mocniejsze. Możliwości ich usunięcia praktycznie nie ma. Odwiedzając „obozowisko” możemy pozbyć się kart, które już nam nie pasują… z ręki. Trzeba więc szczęśliwie dobrać je będąc w jego sąsiedztwie.

W El Dorado można zagrać w dowolnym składzie: od 2 do 4 osób. Gra się przyjemnie w każdej konfiguracji, choć przy szerszym gronie zachodzi wspomniane zjawisko szybszego znikania kart z rynku. Powoduje to, że trudniej jest zbudować zamierzoną talię niż w przypadku gry dwuosobowej. Tę drugą, do tego, rozgrywa się trochę inaczej, ponieważ mamy do przeprowadzenia 2 ekspedycje, co również jest ciekawe.

Nie mamy jeszcze doświadczeń z grą El Dorado z uczestnictwem dzieci. Minimalny wiek 10 lat wydaje się być nieco zawyżony, ale nie chcę wyrokować, dopóki nie pogramy w nią z dziećmi. W kwestii grania w gronie rodzinnym i wśród niegrających znajomych, raczej nie powinna sprawiać problemów. Zasady są bardzo proste, a sama gra raczej nie należy do wymagających.

Polecamy grę El Dorado, jako przyjemny deck building z draftem kart, w którym odbywa się wyścig do tytułowego miasta pełnego skarbów.

Gryf Uczy

Planowanie

 • • •

Dziękujemy wydawnictwu Nasza Księgarnia za przekazanie egzemplarza gry do recenzji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *