Nemi to niewielka włoska miejscowość położona na wzgórzach nieopodal Rzymu, nad jeziorem o tej samej nazwie. Słynie przede wszystkim z poziomek oraz organizowanego od 1922 roku Festiwalu Truskawek. Podczas wydarzenia ulice wypełniają się kwiatami, muzyką i straganami, a kobiety w tradycyjnych strojach, nazywane Fragolare, częstują odwiedzających owocami.
Właśnie ten barwny festiwal stał się tematem gry Nemi: The Strawberry Festival autorstwa Valerii Cavasin i Edoarda Elbensteina, wydawanej przez Fiammingo Games. Jako uczestnicy przygotowań będziemy zbierać owoce i pozostałe składniki, przyrządzać truskawkowe desery oraz dekorować miasteczko. Osoba, która w największym stopniu przyczyni się do sukcesu wydarzenia, zdobędzie Złotą Truskawkę.
Egzemplarz gry otrzymaliśmy przedpremierowo do przetestowania. Jak wypadła ta słodka wyprawa do słonecznej Italii?

Rozgrywka
Rozgrywka w Nemi: The Strawberry Festival trwa cztery rundy. Na środku stołu umieszcza się planszę główną z sześcioma przepisami, torami postępów oraz punktacją. Karty zbiorów i dostawców dzieli się na cztery talie oznaczone numerami odpowiadającymi kolejnym rundom. Każdy uczestnik otrzymuje własną planszetkę z dwiema deskami do przechowywania owoców, sześć znaczników fartuszków i dwa kwiaty służące do zaznaczania zdobytych punktów.
Pierwsza runda składa się jedynie z faz zbiorów i dekorowania. W trzech kolejnych dochodzą jeszcze przygotowanie oraz gotowanie.

Podczas fazy przygotowania gracze obracają swoje planszetki i odrzucają owoce znajdujące się na desce, która trafiła na ich dolną część. Zebrane produkty mają ograniczoną trwałość, dlatego nie można przechowywać ich przez całą rozgrywkę. Odtwarzane są również talie zbiorów, przy czym każdy gracz zachowuje ostatnio wybraną kartę. To jej numer określa kolejność podczas pierwszego wyboru w nadchodzącej rundzie. Na stole pojawia się także kolejna talia kart dostawców.
W fazie zbiorów odkrywana jest po jednej karcie z każdej z czterech talii. Przedstawiają one skrzynki zawierające różne zestawy truskawek, poziomek oraz borówek. Poniżej wykładane są karty dostawców — po jednej przy skrzynkach z numerami 1 i 2, dwie przy skrzynce numer 3 oraz trzy przy skrzynce numer 4.
W ustalonej kolejności gracze wybierają jeden z dostępnych zestawów. Zabierają owoce widoczne na karcie zbiorów oraz przyporządkowane do niej karty dostawców. Sama karta zbiorów trafia natomiast na wierzch stosu gracza i wyznacza jego miejsce w kolejnej iteracji tej fazy. Im niższy numer skrzynki, tym wcześniej będzie można ponownie dokonać wyboru. Z niższymi numerami wiąże się jednak mniejsza liczba kart dostawców, dlatego nie zawsze warto sięgać wyłącznie po zestaw zapewniający najlepszą pozycję w kolejności.

Wśród kart dostawców znajdują się podstawowe składniki potrzebne do gotowania, takie jak mleko, jajka, cukier i książki kucharskie. Można trafić także na cele zapewniające punkty na końcu gry oraz karty ze specjalnymi działaniami. Pozwalają one między innymi zdobyć dodatkowe owoce, zastąpić brakujący składnik albo zamienić miejscami dwie karty leżące na planszy. Po dokonaniu wyboru przez wszystkich uczestników niewykorzystane zestawy są odrzucane, a na stole pojawiają się kolejne. Zbiory trwają do wyczerpania aktualnej talii dostawców.
Następnie gracze przystępują do dekorowania miasteczka. Każdy w tajemnicy wybiera przynajmniej jedną posiadaną kartę dostawcy i przeznacza ją na ten cel. Po ich jednoczesnym odsłonięciu sumowane są wartości widoczne na chorągiewkach. Osoba z najwyższym wynikiem zdobywa punkty zależne od liczby uczestników. Wszystkie wykorzystane do dekoracji karty zostają jednak odrzucone — niezależnie od tego, kto zwyciężył.

Od drugiej rundy zebrane produkty można przeznaczać na gotowanie. Każdy z sześciu deserów wymaga konkretnego zestawu owoców oraz kart składników. Po ich odrzuceniu gracz przesuwa swój fartuszek na torze wybranego przepisu. Potrawy można przygotowywać wielokrotnie, a wszyscy uczestnicy wykonują tę fazę jednocześnie.
Gra kończy się po czwartej rundzie. Każdy deser ma określoną wartość, którą mnoży się przez liczbę jego przygotowanych porcji. Następnie rozpatruje się zachowane karty zapewniające dodatkowe punkty, między innymi za realizację zamówień gości, przewagę na torach przepisów, największą liczbę kart Fragolara czy pozostałe na planszetce owoce. Zwycięża osoba z najwyższym wynikiem.
Wrażenia
Nemi: The Strawberry Festival łączy zbieranie zestawów, otwarty dobór kart, realizowanie kontraktów oraz mechanizm kolejności zależnej od wcześniejszego wyboru. Poszczególne rozwiązania dobrze się ze sobą zazębiają, a najważniejszym elementem rozgrywki okazała się dla nas faza zbiorów.

Wybierając skrzynkę, trzeba uwzględnić kilka czynników. Liczy się rodzaj i liczba owoców, przypisane do niej karty dostawców oraz pozycja, jaką zajmiemy podczas kolejnego wyboru. Niski numer pozwala wrócić do akcji wcześniej, ale nie zapewnia tylu kart dostawców co wyższe wartości. Te zaś są potrzebne nie tylko do przygotowywania deserów. Mogą przynosić punkty na końcu partii, oferować przydatne działania albo zostać wykorzystane podczas dekorowania. Najbardziej oczywisty wybór nie zawsze jest więc tym najlepszym.
Zależność między zawartością skrzynki, kartami dostawców i kolejnością następnej akcji uważamy za najciekawszy element gry. Czasami warto zdobyć dokładnie te owoce, których potrzebujemy do ukończenia deseru. Innym razem ważniejsze okaże się sięgnięcie po kilka kart albo zapewnienie sobie pierwszeństwa w następnej iteracji. Trzeba przy tym obserwować potrzeby przeciwników, ponieważ interesujący nas zestaw może zniknąć przed nadejściem naszej kolejki.

Liczba graczy wyraźnie wpływa na poziom konkurencji podczas zbiorów. W rozgrywce dwuosobowej każdy wybiera jeden z czterech zestawów, a dwa pozostałe są odrzucane. Łatwiej więc zdobyć potrzebne produkty i rzadko odczuwaliśmy bezpośrednią walkę o karty. Instrukcja zawiera opcjonalny bardziej konfrontacyjny wariant dla dwóch osób, ale korzystaliśmy jedynie z zasad podstawowych, dlatego nasza ocena rozgrywki dwuosobowej dotyczy właśnie tego trybu.
Przy trzech graczach na stole dzieje się znacznie więcej. Zestawy częściej znikają, zanim uda się po nie sięgnąć, a kolejność wyboru staje się wyraźnie ważniejsza. Trzeci uczestnik nadal ma dwie możliwości, lecz zazwyczaj żadna nie jest już idealnie dopasowana do jego planów. W naszym gronie zwiększenie składu z dwóch do trzech osób zauważalnie podniosło poziom rywalizacji.
Nie oznacza to jednak znacznego wydłużenia partii. Wiele działań, w tym całe gotowanie oraz wybór kart przeznaczanych na dekoracje, odbywa się równocześnie. Najwięcej czasu zajmuje zastanawianie się nad wyborem pierwszego lub drugiego zestawu podczas zbiorów. Kolejni gracze mają już mniej możliwości, więc ich decyzje zazwyczaj przebiegają sprawniej. Sama rozgrywka zajmowała nam około 45 minut, a razem z rozłożeniem i spakowaniem elementów całość można zamknąć w mniej więcej godzinie.

Ciekawie rozwiązano także dekorowanie miasta. Jest to forma tajnej licytacji, w której stawką są karty przydatne w pozostałych częściach gry. Zdobycie kilku dodatkowych punktów może być kuszące, ale oznacza poświęcenie składników, efektów specjalnych lub kontraktów. Co więcej, karty tracą wszyscy uczestnicy, a nie tylko zwycięzca. Zawsze istnieje więc ryzyko, że zainwestujemy zbyt wiele albo przegramy różnicą jednego punktu. Jednoczesne odkrywanie kart tworzy przyjemny moment napięcia i stanowi jeden z nielicznych obszarów bardziej bezpośredniej rywalizacji.
Mechanizm psujących się owoców nie przysporzył nam większych problemów, ponieważ od początku planowaliśmy ich pozyskiwanie z myślą o ich ograniczonej trwałości. Spełnia jednak ważną funkcję — uniemożliwia bezkarne gromadzenie produktów i zmusza do przemyślenia, które desery rzeczywiście uda się przygotować. Czasami trzeba zmienić plany albo zdecydować się na mniej wartościowy przepis, zanim część zapasów przepadnie.
Losowy układ kart wpływa na dostępne możliwości, lecz podczas naszych partii nie mieliśmy poczucia braku kontroli. Karty są dobierane z odkrytej oferty, dlatego możemy na bieżąco dostosowywać strategię. Trzeba jedynie zaakceptować, że nie zawsze pojawi się dokładnie taki zestaw, jakiego potrzebujemy, a przeciwnik może zabrać go przed nami. Całość przebiega płynnie i daje wystarczająco dużo przestrzeni do planowania oraz kombinowania.

Pozytywnie oceniamy również wykonanie gry. Ilustracje są kolorowe, pogodne i dobrze pasują do włoskiego festiwalu, a przedstawione na planszy desery wyglądają naprawdę apetycznie. Miłym dodatkiem są składane kartonowe tacki przypominające drewniane skrzynki, w których przechowuje się żetony owoców. Dzięki nim produkty nie rozsypują się po stole, a jednocześnie całość zyskuje trochę więcej klimatu.
Drobne zamieszanie wywołały jedynie strzałki umieszczone na planszetkach graczy. Początkowo sądziliśmy, że wskazują kierunek ich obracania w fazie przygotowania. W rzeczywistości stanowią kontynuację oznaczeń na dolnej krawędzi i prowadzą przez kolejne fazy rundy. Po wyjaśnieniu tej kwestii nie mieliśmy już problemów z obsługą gry, a ogólne wrażenia z wykonania elementów i instrukcji pozostały pozytywne.
Nemi: The Strawberry Festival nie jest zupełnie trywialną grą rodzinną, ale trudno też określić ją mianem ciężkiej. Najlepiej powinna sprawdzić się wśród miłośników lekkich i średnio zaawansowanych tytułów opartych na zbieraniu zestawów. Może być również dobrym wyborem dla młodszych graczy, którzy znają już kilka współczesnych planszówek i są gotowi na planowanie złożone z kilku powiązanych decyzji.

Podsumowanie
Nemi: The Strawberry Festival to kolorowa i sprawnie działająca gra o zbieraniu składników, przygotowywaniu deserów oraz podejmowaniu nie zawsze oczywistych decyzji. Najbardziej spodobało nam się wyważanie korzyści płynących z owoców, kart dostawców i kolejności wyboru, a także tajna rywalizacja podczas dekorowania miasta. Przy dwóch osobach konkurencja jest dość łagodna, natomiast w większym składzie festiwal wyraźnie nabiera życia.
Dziękujemy wydawnictwu Fiammingo Games za przekazanie przedpremierowego egzemplarza gry do testów. Nie miało to wpływu na treść naszej opinii.
