Szpitalny oddział ratunkowy raczej nie kojarzy się ze spokojnym miejscem pracy. Każdy pacjent trafiający na nocny dyżur może wymagać zupełnie innego podejścia, a pozornie niegroźne objawy czasami okazują się zapowiedzią poważnego zagrożenia. W grze „Ostry Dyżur: Nowy Jork” możemy przekonać się, jak trudne bywa postawienie właściwej diagnozy, gdy czas ucieka, informacje są niepełne, a stan pacjenta może niespodziewanie się pogorszyć.
Podczas rozgrywki wcielamy się w lekarzy pracujących na nocnej zmianie w nowojorskim szpitalu. Musimy zbadać trafiających do nas pacjentów, ustalić przyczyny ich dolegliwości, wdrożyć odpowiednie leczenie i doprowadzić do tego, aby przetrwali noc. Choć temat gry jest medyczny, „Ostry Dyżur: Nowy Jork” okazał się dla nas przede wszystkim angażującą grą dedukcyjną, która pod wieloma względami przypomina rozwiązywanie kryminalnych zagadek.

Rozgrywka
Każdy przypadek rozpoczynamy od zapoznania się z podstawowymi informacjami o pacjencie. Otrzymujemy wstępny wywiad, dokumentację medyczną oraz kartę przedstawiającą jego aktualny stan. Znajdziemy tam między innymi zgłaszane dolegliwości, wyniki pierwszych pomiarów, historię chorób oraz inne informacje, które mogą mieć znaczenie podczas stawiania diagnozy.

Nasza nocna zmiana trwa od północy do godziny 8:00. Na każde dwie godziny przypadają trzy akcje, po których musimy sprawdzić aktualizację stanu pacjenta. Możemy zadawać pytania podczas wywiadu, zlecać testy, podawać leki, wykonywać zabiegi oraz konsultować się ze specjalistami. Każde działanie zajmuje jedną z ograniczonej liczby akcji, dlatego nie możemy bez zastanowienia sprawdzić wszystkiego.
Wybrane działania zapisujemy w formularzu pacjenta. Są one oznaczone kodami, które następnie odnajdujemy w specjalnej książeczce. Kod może skierować nas do konkretnej karty fabuły, przekazać wynik badania albo poinformować o zmianie sytuacji. Rozwiązanie to jest bardzo proste, a jednocześnie skutecznie ukrywa przed graczami konsekwencje poszczególnych decyzji.

Po każdych trzech akcjach następuje jeden z najważniejszych momentów rozgrywki — aktualizacja stanu zdrowia pacjenta. W zależności od tego, co wcześniej zrobiliśmy lub czego nie zdążyliśmy wykonać, sytuacja może się poprawić, pozostać stabilna albo gwałtownie się pogorszyć. Czasami pojawia się również sytuacja awaryjna, wymagająca natychmiastowej i właściwej reakcji. Instrukcja przewiduje także możliwość kontynuowania leczenia po godzinie 8:00, jednak każda akcja wykonana w ramach nadgodzin obniża końcowy wynik.
Naszym zadaniem nie jest jedynie utrzymanie pacjenta przy życiu. Po zakończeniu leczenia musimy jeszcze wypełnić raport końcowy, wskazując przyczyny objawów, zastosowane metody leczenia oraz dalsze zalecenia. Dopiero wtedy możemy przeczytać epilog wyjaśniający cały przypadek i obliczyć zdobyte punkty.
Wrażenia
Rozegraliśmy wszystkie dostępne scenariusze w trzyosobowym składzie. Liczba graczy nie wpływa mechanicznie na przebieg partii, ponieważ wspólnie zarządzamy tym samym pacjentem i podejmujemy te same akcje. Gra w kilka osób ma jednak dużą zaletę — przy stole tworzy się prawdziwe konsylium.

Każdy z nas zwracał uwagę na inne szczegóły, proponował możliwe diagnozy i próbował przekonać pozostałych, które badanie należy wykonać jako następne. Czasami jedna osoba przypominała sobie coś z ogólnej wiedzy medycznej, inna zauważała niepokojącą informację w dokumentacji, a ktoś jeszcze znajdował możliwe wyjaśnienie w arkuszach dołączonych do gry. Wspólna dyskusja była jednym z najprzyjemniejszych elementów rozgrywki.
Nie trzeba przy tym posiadać specjalistycznej wiedzy medycznej. Znajomość pewnych zagadnień może pomóc szybciej skojarzyć część objawów, ale gra dostarcza materiałów opisujących podstawowe choroby, badania, leki, procedury i specjalizacje. Regularnie z nich korzystaliśmy, porównując symptomy z możliwymi schorzeniami oraz sprawdzając, jakie leczenie powinniśmy zastosować.

Materiały nie podają jednak rozwiązania wprost. Nadal trzeba samodzielnie połączyć informacje, wykluczać kolejne możliwości i zdecydować, które tropy są rzeczywiście istotne. Szczególnie trudne bywa przeprowadzenie wywiadu. Nie każde pytanie dostarcza przydatnej odpowiedzi, a każda rozmowa zużywa akcję. Musimy więc dokładnie analizować dokumentację i zastanawiać się, o co warto zapytać.
Pod tym względem „Ostry Dyżur: Nowy Jork” bardzo przypomina gry detektywistyczne. Zamiast śladów pozostawionych na miejscu przestępstwa otrzymujemy objawy, wyniki badań i historię medyczną. Zamiast przesłuchiwać podejrzanych, rozmawiamy z pacjentem i konsultujemy się ze specjalistami. Cały czas próbujemy oddzielić informacje kluczowe od tych, które mogą sprowadzić nas na niewłaściwy trop.

Historie pacjentów są ciekawe i potrafią mocno zaangażować. Każdy przypadek ma własny przebieg, zestaw objawów i niespodziewane zwroty wydarzeń. Nie czuliśmy, że rozwiązujemy suche, podręcznikowe zadania. Pacjenci mają własne historie, obawy i okoliczności, które doprowadziły ich na oddział ratunkowy. Dzięki temu szybko zaczynaliśmy przejmować się ich losem.
Tempo rozgrywki zależy przede wszystkim od decyzji graczy. Jeżeli działamy metodycznie, uważnie analizujemy informacje i rozpatrujemy możliwe skutki poszczególnych procedur, sytuacja może pozostawać względnie spokojna. Nie oznacza to jednak, że wszystko zawsze przebiegnie zgodnie z planem. Podczas jednego z przypadków pacjent doznał nagłego napadu i musieliśmy natychmiast zareagować. W takim momencie spokojna analiza błyskawicznie ustępuje presji i obawie, że jedna niewłaściwa decyzja może zakończyć się tragicznie.

Najwięcej napięcia wywołują aktualizacje pojawiające się po każdych trzech akcjach. Wiemy, że po ich wykonaniu czas przesunie się naprzód, ale nie wiemy, w jakim stanie znajdzie się pacjent. Czy zdążyliśmy wykonać najważniejsze badanie? Czy przeoczyliśmy objaw wymagający pilnej interwencji? Czy zastosowane leczenie było właściwe? Gra rzeczywiście pozwala doprowadzić do śmierci pacjenta, więc konsekwencje nie są wyłącznie fabularną dekoracją.
Bardzo spodobała nam się książeczka kodów. Pozwala ona obsługiwać dużą liczbę możliwych działań bez korzystania z aplikacji i bez ujawniania informacji, których jeszcze nie powinniśmy znać. Jednocześnie rozgrywka zachowuje płynność — wybieramy działanie, odczytujemy kod i otrzymujemy jego rezultat. Mechanizm jest mało skomplikowany, ale doskonale pasuje do scenariuszowej konstrukcji gry.
Na plus działa również stopniowo rosnący poziom trudności. Początkowe przypadki pomagają oswoić się ze sposobem analizowania dokumentacji i wybierania badań, natomiast kolejne wymagają coraz większej uwagi. Trzeba sprawniej łączyć objawy, ostrożniej gospodarować akcjami i brać pod uwagę więcej możliwych zagrożeń. Dzięki temu po rozwiązaniu jednego przypadku z niecierpliwością czekaliśmy na następny.

Pojedyncza sprawa zajmowała nam od około 45 minut do godziny. To wystarczająco długo, aby zaangażować się w historię, ale nie na tyle, by analiza zaczęła nużyć. Dużo zależy oczywiście od długości dyskusji, ponieważ w trzy osoby potrafiliśmy przez kilka minut debatować nad jednym badaniem.
Trzeba jedynie pamiętać, że jest to gra oparta na zamkniętych scenariuszach. Po poznaniu przebiegu przypadku i właściwej diagnozy ponowne rozegranie go nie zapewni już tego samego doświadczenia. W zamian otrzymujemy jednak kilka pełnych, zróżnicowanych historii oraz samouczek, który bardzo dobrze wprowadza w zasady.

Podsumowanie
„Ostry Dyżur: Nowy Jork” to świetna gra dedukcyjna ubrana w bardzo dobrze wykorzystany temat medyczny. Analizowanie dokumentacji, zlecanie badań, konsultowanie diagnoz i reagowanie na nagłe zmiany stanu pacjenta tworzą angażującą rozgrywkę, w której naprawdę czujemy odpowiedzialność za podejmowane decyzje.
Dla nas „Ostry Dyżur: Nowy Jork” jest przede wszystkim bardzo dobrą grą detektywistyczną — tyle że zamiast szukać sprawcy, walczymy o właściwą diagnozę i życie pacjenta.
Dziękujemy wydawnictwu Portal Games za przekazanie egzemplarza gry do recenzji.

