Kategorie
Recenzje gier

Skrzatowice

W „Skrzatowicach” budujemy niewielkie miasta zamieszkane przez skrzaty, ale samo dokładanie kolejnych budynków nie wystarczy do zwycięstwa. Trzeba jeszcze zadbać o mieszkańców i pogodzić rozwój miasta z rywalizacją o nagrody. Ta karcianka autorstwa Simone Lucianiego i Matthieu Verdiera, wydana po polsku przez Portal Games, jest przeznaczona dla 2–5 osób od 10. roku życia, a rozgrywka ma zajmować około 30 minut.

Rozgrywka

Na środku stołu układamy dziewięć kart Nagród dopasowanych do liczby graczy. Osiem z nich wyznacza kolejne rundy, a ostatnią przykrywamy kafelkiem Końca Gry. Wszystkie kolory i nagrody są widoczne od początku, więc możemy uwzględnić je w swoich planach. Każdy otrzymuje sześć kart Miasta, z których wybiera cztery na rękę, oraz znaczniki służące do oznaczania zdobytych nagród.

Rundę rozpoczynamy od stworzenia rynku z odkrytych kart. Następnie, zaczynając od pierwszego gracza i kontynuując zgodnie z ruchem wskazówek zegara, zagrywamy po jednej karcie z ręki do swojego miasta. Jeśli karta ma efekt natychmiastowy, od razu go rozpatrujemy.

Zagrane karty określają ranking rundy. Najwyżej znajdują się karty w kolorze wskazanym przez bieżącą kartę Nagród, uporządkowane według wartości. Dopiero za nimi plasują się karty pozostałych kolorów. Zajęte miejsce decyduje o otrzymanej nagrodzie: skrzatach, żetonie premii, punktach lub kokardach zbieranych do końcowego rozliczenia.

Potem dobieramy po jednej karcie z rynku, ale w odwrotnej kolejności rankingu. Osoba, która zajęła ostatnie miejsce, wybiera pierwsza. Zwycięzca rundy otrzymuje więc swoją nagrodę, lecz nową kartę bierze dopiero po pozostałych graczach. To on rozpoczyna też zagrywanie w kolejnej rundzie.

Zdobywane skrzaty umieszczamy na wolnych polach swoich kart. Efekt punktujący danej karty zadziała dopiero wtedy, gdy obsadzimy wszystkie wymagane miejsca. Jeśli brakuje nam wolnych pól, zachowujemy nadmiarowe pionki przed sobą i musimy wykorzystać je przy najbliższej okazji.

Po ośmiu rundach rozstrzygamy jeszcze ranking końcowy, sumując wartości kart pozostawionych na ręce w kolorze wskazanym przez kafelek Końca Gry. Zwycięzca tego rankingu może zagrać dodatkową kartę. Następnie podliczamy punkty za nagrody, aktywowane efekty kart i zebrane kokardy. Wygrywa osoba z najwyższym wynikiem.

Wrażenia

„Skrzatowice” to przystępna gra familijna, która przy prostych zasadach daje całkiem sporo do przemyślenia. Sam przebieg rundy szybko staje się jasny, a podczas naszych rozgrywek nie musieliśmy wracać do instrukcji ani przypominać sobie poszczególnych reguł. Ikonografia również dobrze spełniała swoją funkcję: zarówno efekty natychmiastowe, jak i warunki punktowania były dla nas jednoznaczne.

Najciekawszy jest wybór karty do zagrania. Jej wartość i kolor mogą pomóc nam zdobyć pożądaną nagrodę, ale symbole oraz efekt punktowania niekoniecznie pasują wtedy do naszego miasta. Z kolei karta uzupełniająca potrzebny zestaw może oznaczać niskie miejsce w rankingu. Raz kierujemy się więc symbolami, innym razem dokładamy korzystny sposób punktowania, a czasami najbardziej zależy nam na nagrodzie przewidzianej na daną rundę.

Te decyzje mają znaczenie również dlatego, że gramy tylko przez osiem rund. Dla nas była to odpowiednia długość. Pozwalała rozwinąć miasto, a jednocześnie wymagała rozsądnego wyboru tego, co chcemy zbierać. Nie ma miejsca na realizację każdego pomysłu, który pojawi się wraz z kolejnymi kartami. Trzeba ocenić, które z nich zdążymy wykorzystać i obsadzić skrzatami.

Bardzo podoba nam się odwrócona kolejność dobierania z rynku. Niskie miejsce nie oznacza wyłącznie słabszej nagrody, ponieważ daje pierwszeństwo przy wyborze nowej karty. Możemy w ten sposób zdobyć brakujący element naszego planu albo mocną kartę, która pomoże powalczyć o nagrodę w jednej z następnych rund. Celowe zagranie słabszej karty ma więc sens, szczególnie gdy na rynku leży coś znacznie bardziej przydatnego niż to, co trzymamy na ręce.

Ten mechanizm łagodzi też losowość. Zarówno początkowe rozdanie, jak i pojawiające się na rynku karty mają wpływ na nasze możliwości. Pierwszeństwo wyboru dla osób zajmujących niższe miejsca pozwala jednak poprawiać rękę. Nie usuwa przypadkowości, ale daje narzędzie do reagowania na mniej korzystny układ kart.

Kolejną rzeczą, której trzeba pilnować, są skrzaty. Możemy zgromadzić karty z obiecującymi efektami punktowania, lecz nie skorzystamy z nich bez odpowiedniej liczby mieszkańców. Samo zbieranie symboli i dokładanie kolejnych sposobów zdobywania punktów nie załatwia więc sprawy. Trzeba jeszcze zapewnić sobie skrzaty i zdecydować, które karty nimi wypełnić.

Warto również pamiętać o końcowym rankingu. Możliwość zagrania dodatkowej karty jest wystarczająco kusząca, żeby walczyć o pierwsze miejsce i uwzględniać finałowy kolor podczas dobierania. Oczywiście znaczenie tej nagrody zależy od tego, co zostanie nam na ręce. Dodatkowa karta nie zawsze idealnie wpisuje się w plan miasta, ale nadal może poprawić wynik.

W naszych partiach skupialiśmy się przede wszystkim na własnych układach. Niewiele uwagi poświęcaliśmy miastom przeciwników, ponieważ najwięcej myślenia wymagało znalezienie sposobu na własne punktowanie. Rywalizujemy o miejsca na kartach Nagród i wybór z rynku, jednak przy stole nie odczuwaliśmy mocnej interakcji. Jeśli ktoś szuka częstego przeszkadzania innym, ten aspekt gry może nie odpowiadać jego oczekiwaniom.

Sprawdziliśmy „Skrzatowice” we dwoje, w trzy i cztery osoby. W każdym z tych składów gra działała sprawnie i nie wiązała się z długim oczekiwaniem na swoją kolej. Najprzyjemniejsze były dla nas partie trzy- i czteroosobowe. Wariant dla dwóch graczy funkcjonuje dobrze, ale rozgrywka była w nim mniej ciekawa niż przy większej liczbie uczestników.

Chętnie wracamy do tej gry. Różne schematy punktowania pozwalają szukać kolejnych połączeń, a krótka rozgrywka zachęca do następnej partii. To szybka karcianka, która mimo prostoty wymaga myślenia na kilku płaszczyznach jednocześnie. Dobrze poradził sobie z nią również ograny trzynastolatek, osiągając całkiem dobry wynik.

Podsumowanie

Największą zaletą „Skrzatowic” jest liczba ciekawych decyzji zamknięta w prostej i krótkiej rozgrywce. Wybieramy między nagrodami, symbolami i efektami kart, pilnujemy skrzatów, a do tego rozważamy, co warto zachować na finał. Pierwszeństwo dobierania dla osób zajmujących niższe miejsca sprawia, że odpuszczenie bieżącej nagrody również może być korzystnym ruchem.

Nie znaleźliśmy większych wad, choć najchętniej siadamy do tej gry w trzy lub cztery osoby. Polecamy ją początkującym i średnio zaawansowanym graczom, rodzinom oraz do wspólnego grania z dziećmi od około dziesiątego roku życia. Szczególnie wtedy, gdy szukamy czegoś szybkiego, co daje satysfakcję z układania własnych kombinacji.


Dziękujemy wydawnictwu Portal Games za przekazanie egzemplarza gry do recenzji.