Kategorie
Recenzje gier

Pacific

Pacific to gra Donalda X. Vaccarino, autora znanego przede wszystkim z gry Dominion, co na starcie zapowiada prostą rozgrywkę, pozostawiającą graczom przestrzeń do rozmaitych strategicznych posunięć. Tym razem gracze inwestują w turystykę, przemysł, transport, przyrodę, a gra daje przestrzeń do lekkiego biznesowego kombinowania, zamykając całość w zgrabnej karciano-planszowej układance dla 2–5 osób. Przyjrzyjmy się bliżej, o co tu chodzi. 

Rozgrywka

Przygotowanie jest szybkie. Każdy gracz otrzymuje swoją planszetkę, znacznik punktacji oraz zestaw żetonów wyboru w kolorach graczy biorących udział w partii, oznaczonych odpowiednią literą. Na środek trafia wspólna planszetka na karty, talia zostaje przetasowana i każdy dostaje po 10 kart. Gra trwa dokładnie 10 tur.

Tura składa się z kilku kroków:

  1. najpierw wszyscy wybierają po jednej karcie z ręki i kładą ją zakrytą przy swoim miejscu na wspólnej planszetce;
  2. potem karty są odsłaniane, a każdy w tajemnicy wybiera, którą z dostępnych kart chce rozpatrzyć – nie musimy wybierać własnej, możemy zagrać kartę przeciwnika, jeśli akurat lepiej pasuje do naszego planu;
  3. po ujawnieniu wyborów gracze wykonują efekt wybranej karty, a następnie „uruchamiają” obszary na swojej planszetce odpowiadające kolorom tej karty. 

To właśnie tutaj Pacific zaczyna pokazywać swój charakter. Karty są powiązane z regionami i typami działań: Japonia odpowiada za transport i łodzie, Kalifornia za biznes i pieniądze, Peru za przemysł i fabryki, Polinezja za turystykę i hotele, a Morze Koralowe za naturę i ryby. Karty mają swoje akcje związane z tym charakterem, ale ponadto uruchamiają żetony we wskazanych obszarach.

Na planszetkach zbieramy różne żetony. Hotele dają pieniądze, ryby przesuwają się między obszarami, fabryki pozwalają usuwać inne żetony za zysk, a łodzie punktują obecność ryb w danym miejscu. Do tego dochodzą żetony specjalne, jak wylęgarnia, port, balon, kwatera główna czy ścieżka łącząca obszary. 

Po dziesiątej turze gra się kończy. Wygrywa osoba z największą liczbą pieniędzy.

Wrażenia

Najciekawszy element Pacific to dla nas wybór kart. Samo zagranie karty z ręki nie oznacza, że to właśnie z niej skorzystamy. Wystawiamy coś na wspólny rynek, po czym wszyscy patrzą na odsłonięte możliwości i próbują wybrać najlepszą opcję dla siebie. To sprawia, że gra ma bardzo fajne napięcie: chcemy wystawić kartę przydatną nam, ale jednocześnie musimy liczyć się z tym, że inni też mogą ją wykorzystać. Czasami dajemy kartę, która dla nas nie ma dobrego efektu, licząc, że przeciwnicy dołożą coś ciekawego.

Daje to też pewien efekt uboczny. Rozgrywki w więcej osób są ciekawsze i łatwiejsze, bo jest większa szansa, że ktoś z przeciwników rzuci interesującą nas kartę. Z drugiej strony, mamy więcej przeciwników do sprawdzenia, żeby przypadkiem nie dać komuś małej fortuny niefortunnie (dla nas) zagraną kartą.

Ze względu na zaledwie 10 tur partii, nie ma czasu na rozbudowywanie wyszukanych strategii. Trudno jest założyć, że wymyślona przez nas droga do sukcesu zostanie nam umożliwiona przez dostępne karty. Czasem potrzebujemy konkretnego efektu, a czasem bardziej zależy nam na aktywacji określonych obszarów na naszej planszetce. Zdarza się również, że pojawia się karta, która daje lepszy rezultat zupełnie niepokrywający się z naszymi poprzednimi knowaniami. To bardzo satysfakcjonujące, szczególnie gdy uda się przygotować małą maszynkę i potem patrzeć, jak kolejne żetony robią swoje.

Interakcja jest obecna, ale raczej pośrednia. Obserwujemy, co wykładają inni, przewidujemy, co może im się przydać, i korzystamy z okazji. U nas taki rodzaj interakcji zwykle działa bardzo dobrze, bo daje poczucie wspólnej gry, ale bez nadmiernej złośliwości.

Losowość pojawia się przede wszystkim w kartach. Dostajemy rękę, z której trzeba wycisnąć jak najwięcej, ale dzięki temu, że co turę widzimy także karty innych graczy, nie jesteśmy zamknięci wyłącznie w swoich możliwościach. Dzięki temu nie mamy wrażenia, że wszystko zależy od dociągu.

Tempo jest dużym plusem. Jednoczesny wybór kart ogranicza przestoje, a stała liczba 10 tur trzyma partię w ryzach. Pacific nie próbuje być wielką, epicką strategią. To raczej zwarta gra kombinacyjna, w której przez kilkadziesiąt minut budujemy coraz ciekawsze zależności na własnej planszetce.

Skalowanie zapowiada się najlepiej w większym gronie, bo im więcej graczy, tym więcej kart do wyboru w każdej turze i tym ciekawszy robi się wspólny rynek. W 2 osoby gracze dokładają 2 dodatkowe karty z talii co turę do wyboru, które poszerzają pulę, jednak nie jest to rozwiązanie idealne. Zwiększa losowość gry, ponieważ te dwie karty nie zostały dobrane przez graczy pod kątem sytuacji na stole. Uważamy, że najpełniej Pacific działa przy 3–5 osobach, kiedy wybór kart jest większy, ale zwiększa się również potrzeba ostrożności.

Podsumowanie

Pacific to przyjemna, lekka gra o wybieraniu kart, budowaniu układów i wykorzystywaniu okazji. Najbardziej podoba nam się w niej to, że każdy ruch ma dwa poziomy: efekt karty oraz uruchomienie odpowiednich obszarów. Dzięki temu nawet prosta decyzja potrafi być ciekawa.

Polecamy ją osobom, które lubią gry z jednoczesnym wyborem akcji, delikatnym silniczkiem i pośrednią interakcją. Najlepiej powinna sprawdzić się w 3–5 osób, a im więcej, tym zabawniej. To dobry tytuł dla tych, którzy chcą pogłówkować, ale bez ciężaru wielkiej strategii i bez siedzenia nad jedną turą przez pół wieczoru.


Dziękujemy wydawnictwu Rio Grande Games za przekazanie egzemplarza gry do recenzji.

Rio Grande Games™ Logo